Pomaganie to sztuka balansowania

Pamiętam, jak jeszcze 5 lat temu było mi ciężko złapać równowagę. Pracowałam jako pedagog szkolny, miałam wielkie sukcesy, rozwijałam się naukowo. Działałam, wystawiałam z młodzieżą musicale. Spełniałam  marzenia. Miałam jednak poczucie, że pracy było podporządkowane całe moje życie, często kosztem rodziny. Na moje potrzeby i odpoczynek w ogóle nie było czasu. Czułam, jakby istniała tylko moja misja i powinność, a ja powoli znikałam.

Najciemniej jest zawsze przed świtem

Zbyt mocno się angażowałam, podsuwając potrzebującym gotowe rozwiązania. Brałam  zbyt dużą odpowiedzialność za ich życie. Byłam zmęczona różnymi aspektami systemu oświaty. Kiedy poczułam w sobie sączące się zobojętnienie, zdecydowałam, że chcę się ratować.

Wierzę, że gdy jest gotowość, znajduje się też rozwiązanie. Wokół mnie zaczęło pojawiać się coraz więcej osób, które przeszły, bądź też zaczęły zajmować się coachingiem. Obserwowałam, jak zmieniało się ich życie. Wiecznie zaganiane, przeciążone kobiety, nagle zaczynały emanować spokojem, czuć satysfakcję z życia i pracy. Postanowiłam dać sobie szansę.

 Coaching w Akademii JA

Zanim zdecydowałam się na coaching w Akademii JA, przyjrzałam się pracy innych coachów. Najbardziej przypadł mi do gustu sposób pracy Iwony Żbikowskiej. Pracowała bardzo energetycznie, z absolutną wiarą we mnie. Mobilizowała do działania.

Iwona  już na początku wypowiedziała zdanie, które do tej pory wybrzmiewa mi w uszach: „Etat Pana Boga jest zajęty”. Nawiązywała do mojej postawy w pracy. To był początek  ogromnych zmian.

Pamiętam trudne emocje, kiedy mierzyłam się z kolejnymi ograniczającymi mnie przekonaniami. Iwona nie dawała gotowych recept. Zadawała pytania. Jednocześnie całą sobą dawała mi pełen wiary komunikat: „Ty wiesz, co zrobić. Przecież Ty wiesz.” Czasem potrafiłam mierzyć się cały miesiąc z jednym zagadnieniem. Pełna miotających mną wątpliwości, pisałam do Iwony maile długości szkolnych rozprawek. Byłam wściekła, bo Iwona wiedząc, że tak będzie najlepiej, zostawiała je bez odpowiedzi.  To ja byłam jedyną osobą, która mogła odkryć, czego pragnęło moje serce.  Iwona była moim mądrym i troskliwym przewodnikiem w tej drodze.

Coaching szybko zaczął przynosić efekty. Czułam się, jakbym zrzuciła ciężkie kajdany. Zalewały mnie fale euforii, kiedy z hukiem padały mury moich wewnętrznych ograniczeń. Poczułam, jakim potężnym narzędziem jest coaching. Wprowadzałam w życiu nowy porządek, inaczej dysponowałam energią. Z czystą głową i nowym podejściem, rozwijałam swoje życie zawodowe poza szkołą.

Nie ma przypadków

Wcześniej szukałam wielu metod na pomaganie innym. Przez długi czas marzyłam, żeby zostać terapeutką. Zawsze jakoś tak się układało, że akurat na szkolenia z terapii zawsze brakowało mi pieniędzy. Splot różnych wydarzeń przywiódł mnie znów w progi Akademii JA. Rozpoczęłam naukę w szkole coachingu PETRICHOR.

I wtedy zaczęła się magia. O tym, jaka energia wytwarzała się podczas tego szkolenia, jakie następowały w nas zmiany i jak wysokiej klasy profesjonalistkami są Agnieszka i Iwona, mogłabym opowiadać naprawdę długo.

W ostatnim tygodniu szkolenia PETRICHOR stało się coś niezwykłego, co bardzo silnie odcisnęło się na moim dalszym życiu. Dokładnie w tym czasie finalizowałam wystawienie musicalu „Szepty Serc” w Teatrze Muzycznym w Gdyni. To był ogromny sukces, ale też wielkie ryzyko, bo koszt wystawienia spektaklu przekraczał znacznie wpływy od sponsorów. Mogłam zrezygnować i zostać z długiem 25 tys. złotych lub wystawić przedstawienie i w razie klapy spłacać 45 tys. złotych z własnej kieszeni.

Zaryzykowałam. Moc, energia i wsparcie, które dostałam na PETRICHORZE zbudowały we mnie ogromną siłę. Z pomocą wielu osób, przy wsparciu, które nie przypadkowo nagle się pojawiło, praktycznie wszystkie bilety się sprzedały! Impresariat w Teatrze był zdumiony takim obrotem spraw. Po raz kolejny doświadczyłam niewiarygodnej mocy coachingowego podejścia.

Gdyby ludzie wiedzieli

Dziś jestem szczęśliwą, spełnioną, pełną energii kobietą. Czuję równowagę w każdym obszarze mojego życia. Cieszę się, że w pewnym momencie powiedziałam sobie: „Tak, to jest ten moment. Jestem całkowicie gotowa na działanie”. Właśnie wtedy milczący dotąd telefon rozdzwonił się i zaczęły pojawiać się nowe propozycje współpracy.

Cieszę się, że poszłam w kierunku psychologii pozytywnej i pracuję jako coach. Na co dzień obserwuję, jakie ogromne zmiany powoduje coaching w życiu moich Klientów. Również młodzieży nie podsuwam już gotowych rozwiązań. Widzę, jaka niezwykła mądrość jest w dzieciach i jak czasem odpowiednio zadane pytanie, potrafi obudzić ich sprawczość i pozwala rozwijać skrzydła. Gdyby, ludzie wiedzieli, jak prostym narzędziem, jak niezwykle skuteczną metodą jest coaching. Jeśli by tylko wiedzieli… nie musieliby nikomu zazdrościć, czy spalać się w chorej rywalizacji. Czuliby, że dobra wystarczy dla wszystkich. Wiedzieliby, że największe, najwspanialsze rzeczy rodzą się ze współdziałania.

 

Natalia Zarańska

Uczestniczka Akademii Coachingu PETRICHOR

Coach, pedagog

Autorka bloga podrozybiuro.blogspot.com