Drogowskaz

Czasem tkwimy w stanie zawieszenia i nie wiemy, w którą stronę pójść dalej. Chcemy zmiany, ale kręcimy się w kółko jak we mgle. Kiedy jesteśmy już naprawdę gotowi, nagle następuje jakieś zdarzenie, impuls, olśnienie. Czasem, jak to było w moim przypadku, spotykamy na swojej drodze odpowiedniego człowieka. Wtedy wystarczy jedno właściwe zdanie, aby skruszyć tamę wątpliwości. Życie znów zaczyna płynąć szerokim nurtem, z właściwą dla nas energią.

Wspiełam się wysoko, ale czy to właściwy szczyt?

Pierwszy raz w swoim życiu zawodowym poczułam głęboką potrzebę zmiany, kiedy pracowałam jako manager w dziale HR dużej firmy. Na początku byłam bardzo szczęśliwa, bo zajmowałam się dokładnie tym, o czym marzyłam całe swoje dorosłe życie. Człowiek, psychologia,  biznes od zawsze były moimi pasjami. Chciałam się rozwijać, mieć realny wpływ na samopoczucie i zaangażowanie pracowników w firmie. Z biegiem czasu zaczęłam zauważać, że większość moich pytań i pomysłów zaczęło napotykać na mur niezrozumienia i obojętności. Czułam, że uchodziła ze mnie energia, bez której nie byłam sobą.

Wypatruję nowej drogi

Zaczęłam poświęcać więcej czasu mojej kolejnej pasji – koniom. Od wielu lat byłam trenerem jeździectwa. Pewnego dnia na moich zajęciach pojawiła się Agnieszka Zielonka, współzałożycielka Akademii JA w Gdyni. Od razu znalazłyśmy wspólny język. Agnieszka i jej wspólniczka Iwona Żbikowska opowiadały mi o swojej Akademii Coachingu PETRICHOR.  Słuchałam ich z ciekawością i rosnącym przekonaniem, że to jest właśnie droga, którą powinnam podążyć. Z rozbudzonymi oczekiwaniami i wielką otwartością na zmiany, rozpoczęłam zajęcia w Akademii.

Z Tatr w Himalaje

Rozpoczęła się jedna z największych przygód mojego życia. Zdobywałam wiedzę, a co najważniejsze, przeszłam własny proces coachingowy. Odkryłam w sobie zasoby i potrzeby, których zupełnie się nie spodziewałam. W moim życiu zaczęły następować zmiany. Najpierw powoli, na poziomie podświadomości, potem coraz intensywniej, ujawniając się w myśleniu i działaniu. Największym zaskoczeniem okazało się ustalenie mojego celu zawodowego. Nie spodziewałam się tego kompletnie, ale okazało się, że chcę zostać… dyrektorem działu HR. Wszystko zaczęło się układać w jedną całość. Miałam od zawsze niespożyte pokłady energii i pomysłów, którymi potrzebowałam się dzielić, wprowadzać je w życie i cieszyć się tym, jak wpływają na pracę innych. Potrzebowałam rozwoju, jak ryba potrzebuje wody. Chciałam mieć wpływ na kształt tego, co tworzyłam. Kocham ludzi.  Uwielbiam pozytywnie na nich wpływać, inspirować i motywować. Bardzo ważna dla mnie jest zdrowa atmosfera pracy, oparta na szacunku i szczerości. I właśnie taką rzeczywistość i takie zespoły chciałam tworzyć.

Tu jestem u siebie

Chociaż w tamtym momencie ten cel wydawał się niedościgniony, dzięki pracy, która się we mnie wtedy dokonała oraz dzięki działaniom, które zaplanowałam w trakcie procesu, udało mi się osiągnąć ten cel pół roku przed czasem. Jestem dyrektorem HR w firmie, w której praca mojego pionu jest jedną z najbardziej kluczowych dla firmy.  Czuję, że mam wpływ, buduję i tworzę. Każdego dnia, kiedy otwieram drzwi do mojego działu, napis „Zawsze mówimy prawdę”, daje mi pewność, że jestem w odpowiednim miejscu.

 

Martyna Rybka

Dyrektor HR w PORTA KMI POLAND

Uczestniczka szkoleń Petrichor, Pharus i Anoichto w Akademii JA